Masakra nankińska

7 grzechów Japonii. Czego powinien się wstydzić Kraj Kwitnącej Wiśni?

Gwałcili kilkuletnie dziewczynki, wrzucali niemowlęta do wrzątku, rozpruwali brzuchy ciężarnym…O kim mowa? Czyżby to byli naziści? Sowieci? Banderowcy? 

Nie. To Japończycy w czasie II wojny światowej.

Japonia jawi nam się jako kraj miłych i uśmiechniętych ludzi, których jedynym grzechem jest to, że czasem postępują nieco „niekonwencjonalnie”. Ale dziś pokażę Wam, że nie zawsze tak było. Poznacie drugą, mroczną twarz Japończyków i zobaczycie, jak niespełna sto lat temu przeobrazili się w stado gotowych na wszystko fanatyków, dla których nie istniały żadne zasady.

Zbrodnia nr 1: Drugi Wołyń, czyli rzeź w Nankinie i Manili

W 1937 roku Japończycy zaatakowali chińskie miasto Nankin. 8 lat później wtargnęli do stolicy Filipin, Manili. W obu miejscach doszło do strasznej rzezi.

Ofiary były krzyżowane, wieszane za języki, przebijane bagnetami, pojone benzyną, podpalane, gwałcone…

Ciężarnym rozpruwano brzuchy i wyciągano z nich płody; małym dziewczynkom rozcinano waginy; jeszcze innym wbijano w pochwy różne przedmioty i obcinano piersi bagnetami.

Gwałtom padali też mężczyźni, których dodatkowo zmuszano do współżycia z własnymi córkami, matkami, siostrami…

Zbrodnia nr 2: Comfort women, czyli przymusowa prostytucja

Po tragicznych wydarzeniach w Nankinie Cesarska Armia Japońska wpadła na „genialny” pomysł – zbudowała sieć domów publicznych, w których umieściła (na ogół siłą) dziewczęta z różnych rejonów Azji.

Cel tych ośrodków był jeden: zapewnić japońskim żołnierzom nieograniczony dostęp do usług seksualnych, by mogli się rozluźnić i odreagować napięcia wojenne. 

Granica wiekowa dziewcząt zaczynała się od 12 roku życia. Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie 12-latkę gwałconą codziennie przez 20, 30, 50 mężczyzn? Czy potraficie zgadnąć, jak mogło wyglądać jej młode ciało po zaledwie kilku dniach spędzonych w tym miejscu?

Wiele kobiet nie przetrwało tortur – część z nich zmarła na skutek odniesionych ran, inne z powodu chorób wenerycznych, jeszcze inne popełniły samobójstwo.

Zbrodnia nr 3: Jednostka 731 

Dr Josef Mengele to amator w porównaniu z mało znanym japońskim lekarzem, Ishii Shiro. Ten dziwny, ale jednocześnie bardzo inteligentny człowiek (czy wysokie IQ to cecha wszystkich wariatów?!) kierował się w życiu tylko jedną zasadą: „Po pierwsze…szkodzić”.

Ishii Shiro i współpracujący z nim zespół lekarzy są winni śmierci co najmniej kilku tysięcy osób, które poddano eksperymentom medycznym w tajnej jednostce wojskowej, znanej jako Jednostka 731.

Ofiary eksperymentów celowo zarażano wąglikiem, cholerą, dżumą i innym świństwem. Wielu osobom zamrażano i odmrażano poszczególne części ciała, amputowano zdrowe kończyny, wtłaczano krew lub mocz zwierząt, a także rozcinano brzuchy i wyciągano wnętrzności. Wszystkie te okrutne eksperymenty wykonywano oczywiście na żywych organizmach, bez jakiegokolwiek znieczulenia.

Japońscy lekarze sprawdzali też, jaka dawka promieni rentgenowskich jest potrzebna, by zabić zdrowego człowieka oraz jak długo można przeżyć bez dostępu do wody i jedzenia.

Zbrodnia nr 4: Budowa kolei birmańskiej 

Czeka was wiele trudności i cierpień (…). Wielu z was nigdy nie wróci do domów. Zbudujemy tę linię nawet, gdybyśmy ją mieli poprowadzić po ciałach białych” – tymi słowami porucznik-pułkownik Nagatomo Yoshitada przywitał amerykańskich jeńców na placu budowy kolei Bangkok-Rangun.

Wykorzystywanie jeńców wojennych do niewolniczej pracy było pogwałceniem konwencji genewskiej, a panujące tu warunki urągały wszelkim zasadom BHP. Średni dzień pracy wynosił od 10 do 12 godzin. Odpoczynek przysługiwał raz na 10 dni.

Pracownikom-niewolnikom podawano skrajnie monotonne pożywienie (czyli ryż, ryż i jeszcze raz ryż) i narzucano bardzo restrykcyjne normy, którym oczywiście nie byli w stanie sprostać. Najsłabszych bito bambusowymi laskami lub chłostano metalowymi prętami.

Zbrodnia nr 5: Bataański marsz śmierci  

10 kwietnia 1942 roku 76 tysięcy amerykańskich i filipińskich jeńców wyruszyło z Bataan do obozu koncentracyjnego w O’Donnel. Mieli do przejścia jakieś 160 km. To właśnie w czasie tego przemarszu sadyzm japońskiego oprawcy sięgnął zenitu.  

Początkowo jeńcy poruszali się pieszo, później zostali stłoczeni w niewielkich wagonach. Raz na 3 dni otrzymywali skromne posiłki oraz wodę. Każdy, kto się zatrzymał, by załatwić naturalne potrzeby, był na miejscu zabijany.

Każdego dnia dochodziło do dantejskich scen, takich jak ta: pewnego dnia jeden ze strażników zabrał grupę więźniów do małej wioski i wszedł z nimi do domu rodzącej Filipinki. I bynajmniej nie po to, by pomóc odebrać poród. Na oczach przerażonych jeńców zaatakował kobietę i rozciął jej brzuch. 

Wyniszczającego marszu nie przeżyło co najmniej 600 Amerykanów oraz 5000 Filipińczyków.

Zbrodnia nr 6: Masakra Sook Ching 

W pewnej japońskiej szkole podczas sekcji zwłok żaby jeden z uczniów wybuchnął płaczem. Poirytowany nauczyciel wrzasnął na niego: „Czemu ryczysz nad jedną nędzną żabą? Kiedy dorośniesz, będziesz musiał zabić 100 albo 200 chinoli.”

Taki właśnie cel postawiono przed młodymi Japończykami: zabijać „wrogów” bez mrugnięcia okiem. A za największego wroga uznano oczywiście Chińczyków.

15 lutego 1942 roku Japończycy zdobyli Singapur, czyli największe skupisko ludności chińskiej w Azji Południowo-Wschodniej. Zaczęła się kolejna rzeź.

W ciągu niespełna miesiąca zamordowali co najmniej 5 tysięcy osób. Ze szczególnym okrucieństwem traktowali mężczyzn między 15 a 50 rokiem życia, osoby wytatuowane (jako członków świata przestępczego), przedstawicieli niektórych zawodów (nauczycieli, studentów, lekarzy), a także…zwykłych okularników (Nosi okulary? Pewnie inteligent. Zabić go!).

Eksterminacja ludności chińskiej w Singapurze nie miała w sobie nic spontanicznego. Wszystko, co się tutaj wydarzyło, zostało dokładnie zaplanowane, a osoby odpowiedzialnej za rozpętanie tego piekła – Masanobu Tsuji – nigdy nie spotkała zasłużona kara.

Zbrodnia nr 7: Zero skruchy?

Podobno nauczyciele w Niemczech mają prawny zakaz usuwania z programu nauczania informacji o Holokauście (ale chyba trochę te informacje modyfikują, skoro tak często słyszymy o „polskich obozach śmierci”). Tymczasem Japonia przez lata robiła wszystko, by zatuszować swoją niechlubną przeszłość. 

Dopiero w 2015 roku premier Shinzō Abe przyznał oficjalnie, że jego kraj „wyrządził niezmierne szkody w czasie II wojny światowej”. Ofiary japońskiej agresji musiały czekać 70 długich lat na te słowa. Nie wszystkich one usatysfakcjonowały (nadal nie padło długo wyczekiwane „przepraszam”), ale są i tacy, którzy wierzą, że coś w japońskiej duszy wreszcie drgnęło.

Czy Japonia naprawdę jest gotowa, by pogodzić się i – co najważniejsze – rozliczyć ze swoją przeszłością?


Bibliografia:
1. Iris Chang, Rzeź Nankinu, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2007
2. Mark Felton, Rzeź na morzu. Zbrodnie Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii, Wydawnictwo Replika 2009
3. Marc Landas, Jeńcy. Prawdziwa historia amerykańskich jeńców i japońskich zbrodni wojennych, Świat Książki, Warszawa 2010
4. Jean-Louis Margolin, Japonia 1937-1945. Wojna armii cesarza, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2013
5. Justin McCarry, Japanese PM Shinzo Abe stops short of new apology in war anniversary speech [dostęp 14.08.2015]