1024px-Szczecin_wystawa_plenerowa_Witold_Pilecki

OFIARY STALINOWSKIEGO TERRORU: WITOLD PILECKI

Moja własna niewiedza i ignorancja czasem mocno mnie zadziwiają. Wstyd się przyznać, ale jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam, kim jest Witold Pilecki, w szkole średniej nie przeczytałam „Rozmów z katem” (mimo że była to lektura obowiązkowa), a nazwisko Fieldorf zaledwie obiło mi się o uszy…

Co więcej, żeby się jeszcze bardziej pogrążyć, dodam, że przez wiele lat byłam głęboko przekonana, że wraz z zakończeniem II wojny światowej wszystko co złe już minęło. Bo przecież nie ma nic gorszego niż tortury Gestapo, eksperymenty medyczne w Auschwitz czy przetrzymywanie Żydów w ciasnych gettach, prawda? Oczywiście jak zwykle nie miałam racji.

W 2014 roku wzięłam udział w konferencji poświęconej ofiarom represji stalinowskich. Prowadzący przytoczył słowa osoby, która w czasie wojny trafiła w ręce Gestapo, a po wojnie – w ręce UB:

„Niemcy niszczą mnie fizycznie, a Sowieci łamią mojego ducha”.

Taki właśnie był cel sowieckich oprawców: zniszczyć, wgnieść w ziemię, złamać. I bardzo często im się to udawało. Ja sama jestem tchórzem i wiem, że nawet minuty nie wytrzymałabym w ubeckiej katowni. Gdyby mi kazali podpisać, to bym podpisała, nawet wyrok śmierci na samą siebie.

Tym bardziej doceniam tych, którzy się nie poddali. Wśród nich byli między innymi August Emil Fieldorf, Kazimierz Moczarski oraz bohater dzisiejszego wpisu – Witold Pilecki.

Akt I: aresztowanie

Życie Pileckiego mogło potoczyć się inaczej. Miał możliwość ucieczki z kraju, w czym chciał mu pomóc sam Władysław Anders, ale zdecydował, że jednak zostanie. W widowisku teatralnym „Śmierć rotmistrza Pileckiego” pokazano wzruszającą scenę ostatniego spotkania Witolda z żoną, Marią, która zadała mu wtedy ważne pytanie:

„Dlaczego nie wyjechałeś z Polski?”

„Miałem misję do spełnienia”- odpowiedział.

„Misję? A co z nami? Ze mną? Z dziećmi?”

„Zrozum Marysiu, że wszyscy nie mogli wyjechać, ktoś musiał zostać”.

Teatr TV Rotmistrz Pilecki rezyseria Ryszard Bugajski Marek Probosz Teatr telewizji Rotmistrz Pilecki scenariusz i rezyseria Ryszard Bugajski Marek Probosz -Rotmistrz Pilecki
Marek Probosz w roli Witolda Pileckiego

Taki właśnie był Pilecki – dobro ojczyzny przedkładał nad swoje własne, nad rodzinę.

Poznając bliżej jego biografię, doszłam do wniosku, że trochę igrał z losem. Wiedział, że jest śledzony, ale mimo to nie zwolnił tempa, nie zachował ostrożności i dał się złapać.

8 maja 1947 roku udał się do mieszkania przyjaciół przy ul. Pańskiej. Tam już czekali na niego przedstawiciele odpowiednich służb. Sytuacja wyglądała groźnie, ale jeszcze wtedy wierzył, że uda mu się wyjść z tego cało.

Szybko jednak zorientował się, że to płonne nadzieje – UB wiedziało na temat jego działalności bardzo dużo, więc dalsze próby ukrywania tożsamości nie miały sensu. Pilecki postanowił mówić prawdę i o to samo poprosił przyjaciół.

Oskarżono go m.in. o  działalność wywiadowczo-szpiegowską na rzecz II Korpusu Andersa oraz przygotowywanie zamachów na życie wyższych funkcjonariuszy. Temu ostatniemu stanowczo zaprzeczył, mówiąc:

„Po przeżyciach w Oświęcimiu nie umiałbym nikogo zamordować”.

Do końca też uparcie powtarzał, że działał na rzecz Polski, a nie przeciwko niej.

Akt II: pobyt w więzieniu, śledztwo i proces

Nie wiemy, jak dokładnie wyglądał ostatni rok życia Pileckiego spędzony w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Możemy się jedynie domyślać, że to była gehenna. Na pewno go torturowano, zarówno fizycznie (Maria Pilecka w trakcie widzenia zauważyła, że miał zerwane paznokcie, przed śmiercią połamano mu też obojczyki), jak i psychicznie (z pewnością usłyszał coś w stylu: „Twoją żonę zgwałcimy, a córkę wrzucimy do jednej celi z syfilitykiem, jeśli się nie przyznasz”).

wiki_pilecki_proces_970
Pokazowy proces Witolda Pileckiego

Warunki, w jakich przebywał, urągały wszelkim zasadom higieny. W niewielkiej celi znajdowało się jedno łóżko (na kilku więźniów), muszla klozetowa (z której pobierano wodę do prania, mycia się i…picia! ), szafka i stolik.

W śledztwie przeciwko niemu udział brali:

okrutny Jacek Różański, który spowodował śmierć lub okaleczył w czasie przesłuchań setki osób;

najgorszy z najgorszych Eugeniusz Chimczak, który stosował najbardziej wymyślne sposoby tortur. To właśnie on wystąpił z wnioskiem o aresztowanie Pileckiego i osadzenie go w mokotowskim więzieniu. Po wojnie skazano Chimczaka na 7,5 roku więzienia (jaki myślicie, ile dni rzeczywiście w tym więzieniu spędził?);

Stefan Alaborski, który po wojnie zmienił nazwisko w obawie przed karą za popełnione zbrodnie.

Proces, który rozpoczął się 3 marca 1948, był czystą kpiną. Wszyscy doskonale wiedzieli, że nie chodziło w nim o ujawnienie prawdy, lecz zdyskredytowanie Pileckiego i jego współpracowników. Dla wszystkich było też jasne, jaki zapadnie wyrok: śmierć lub w najlepszym wypadku dożywocie. Sąd uznał, że kara śmierci dla Pileckiego będzie odpowiedniejsza.

Akt III: śmierć

Wiele osób uważa, że można było uratować Pileckiego. Generał Anders oraz ambasadorowie chcieli opublikować raport Pileckiego z Oświęcimia, tak, by świat zachodni dowiedział się o jego bohaterskiej postawie, ale…nikt nie był tym zainteresowany. Media zachodnie milczały – nikt nie chciał narażać się Sowietom.

Kiedy starania Andersa nie przyniosły skutku, zaczęto pisać prośby o ułaskawienie: adwokat, sam Pilecki, jego żona zwrócili się z prośbą o łaskę do Bieruta. Ten jednak odmówił.

Wyrok wykonano 25 maja 1948 o godzinie 21:30. Pilecki został zabity strzałem w tył głowy przez „kata z Mokotowa”, Piotra Śmietańskiego. Kiedy prowadzono go do celi śmierci, był już najprawdopodobniej nieprzytomny…


 

Przygotowując wpis o Pileckim, korzystałam z książki Adama Cyry zatytułowanej „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”. Wszystkim polecam, tym bardziej, że zawiera poruszający raport rotmistrza dotyczący jego pobytu w obozie w Oświęcimiu.

282318-352x500