846403090_790aa87426_z

Rabe, Goering, Starynkiewicz, czyli dwóch Niemców i jeden Rosjanin, których z pewnością pokochacie

Jest taki dowcip, może mało poprawny politycznie i fejsbukowemu automatowi pewnie się nie spodoba, ale co tam, najważniejsze, że mnie śmieszy :).

Wnuk pyta dziadka:

– „Gdyby znowu jak w 1939 do Polski weszli Niemcy i Rosjanie, to do kogo byś strzelał?”

– „Najpierw do Niemca, później do Rosjanina – bo najpierw obowiązek, potem przyjemność”.

Nie da się ukryć, że my, Polacy za sąsiadami swoimi nie przepadamy i ja to rozumiem – przez stulecia narobili nam takiego syfu, że trudno o tym zapomnieć. Ale, uwaga, być może to, co teraz napiszę będzie dla niektórych sporym szokiem – nie do każdego Niemca czy Rosjanina musimy od razu strzelać. Niektórzy są spoko.

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o 3 takich fajnych gościach, którzy skradli moje serce. Poznacie między innymi bohaterskiego nazistę (i to nie będzie Oskar Schindler) oraz zakochanego w Polsce Rosjanina, po śmierci którego płakała cała Warszawa.

Dobry nazista to martwy nazista?

Mam do Was pytanie za 100 punktów: czy można być członkiem partii nazistowskiej, wielkim fanem Hitlera i jednocześnie…dobrym człowiekiem? Sama nie wierzę w to, co zaraz napiszę, bo przecież nazistów nienawidzę tak bardzo, że jak bym mogła, to bym ich wszystkich gołymi rękami pozabijała, ale tak, można.

Już widzę te wasze skonsternowane miny. „Co ona pieprzy? Przecież wiadomo nie od dziś, że dobry nazista to martwy nazista”. A czy słyszeliście kiedykolwiek o Johnie Rabe?

John Rabe był niemieckim biznesmenem i funkcjonariuszem NSDAP, który w latach 1908-1938 pracował w chińskim oddziale Siemensa.  Rabe nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem nazizmu, a nawet powiedział kiedyś:

„Nie tylko wierzę w poprawność naszego systemu politycznego, ale jako jeden z organizatorów partii popieram go w stu procentach”.

john rabe
John Rabe we własnej osobie

Kilkadziesiąt lat po jego śmierci, wnuczka Rabego, Ursula Reinhardt, tłumaczyła, że jej dziadek był przeciwny prześladowaniom ludności cywilnej, a NSDAP traktował w kategoriach organizacji socjalistycznej.

Nazista, który kocha Żydów i jednocześnie popiera NSDAP? No jak dla mnie to trochę naciągane jest. Ale czytajcie dalej.

W latach 30. XX wieku Rabe przeniósł się ówczesnej stolicy Chin, Nankinu, gdzie był świadkiem strasznej masakry, jakiej dokonali japońscy żołnierze na chińskiej ludności cywilnej.

Większość obcokrajowców opuściła miasto w pośpiechu, ale nasz bohaterski Niemiec nie poszedł w ich ślady. Pozostał w Nankinie i objął funkcję szefa Międzynarodowej Strefy Bezpieczeństwa, ponieważ chciał pomóc swoim chińskim przyjaciołom. Bardzo ładnie z jego strony. Ma ode mnie już jeden punkt.

W Strefie Bezpieczeństwa, która zajmowała powierzchnię 6,5 kilometrów kwadratowych, znalazły się tysiące mieszkańców stolicy i okolic. Ledwo się tam mieścili, ale Rabe nigdy nikomu nie odmówił pomocy, a nawet udostępnił swój dom i ogród, rozdawał jedzenie, odzież, rzeczy osobiste i…organizował małe przyjęcia dla matek, które urodziły dzieci.

Wystosował też pismo z prośbą o pomoc do samego Hitlera. Dobre, nie? Wyobrażacie sobie ich korespondencję?

Rabe: Adolf, chłopie, pomóż, bo mnie tu niewinnych ludzi mordują.

Hitler: Tak jest, przyjacielu, już wysyłam wsparcie dla prześladowanej ludności nankińskiej.

Rabe: Dzięki, zawsze wiedziałem, ze jesteś dobrym człowiekiem.

Hitler: Nie ma za co, przecież wiesz, że los ciemiężonych leży mi głęboko na sercu.

Oczywiście Hitler miał w dupie, co się dzieje w Nankinie i nawet nie raczył odpowiedzieć na listy Rabego. Za bardzo pochłonęła go eksterminacja Żydów.

John musiał więc radzić sobie sam i trzeba przyznać, że całkiem nieźle mu szło – dzięki niemu przeszło 200 tysięcy nankińczyków uniknęło strasznej śmierci.

Jakiś czas temu powstał film biograficzny o tym bohaterskim naziście, ale w Japonii go nie obejrzycie, bo Japończycy do dziś powtarzają, że żadnej zbrodni w Nankinie nie było, że to wszystko wymysł chińskiej propagandy (tak jak niektórzy twierdzą, że nie było Holokaustu, ale cóż, z debilami się nie dyskutuje).

Hermann i Albert, czyli potwór i bohater

Aż trudno uwierzyć, że Hermann i Albert Goering byli braćmi – tak bardzo się od siebie różnili. Kiedy jeden pakował ludzi do obozów, drugi ich stamtąd wyciągał. Kiedy jeden plądrował majątki Żydów, drugi wspierał ich finansowo. Kiedy jeden krzyczał: „Nazizm ponad wszystko”, drugi powtarzał, że Hitler to oszołom.

Gdy II wojna światowa dobiegła końca, bracia Goering trafili do więzienia. Obaj mieli zawisnąć na szubienicy. Podczas przesłuchania Albert powtarzał, że nigdy nie popierał nazizmu, a w czasie wojny z narażeniem życia pomagał prześladowanym, wyciągał ich z obozów, wspierał finansowo i pomagał wyrobić lewe papiery, żeby mogli wyjechać za granicę.

A oto Albert Goering
A oto Albert Goering

Opowiadał, opowiadał i opowiadał, ale…nikt mu nie uwierzył. Śledczy byli przekonani, że wymyśla te łzawe historyjki na poczekaniu, żeby się wybielić i uniknąć kary śmierci.

Ale kiedy zweryfikowali podaną przez niego listę osób, którym miał rzekomo pomóc, okazało się, że chyba rzeczywiście nie był taki zły. A nawet kilka razy zachował się jak prawdziwy bohater.

Kiedyś na przykład zobaczył, że SS-mani zmuszają stare Żydówki do czyszczenia ulicy na kolanach, więc podszedł, zabrał szczotkę, ukląkł i sam zaczął czyścić.

Innym razem zauważył kobietę z tabliczką „Jestem żydowską maciorą” i rzucił się jej na ratunek.

Gdy lekarz jego byłej żony trafił do obozu, wysłał list z żądaniem natychmiastowego zwolnienia więźnia. Podpisał się tylko nazwiskiem i to wystarczyło. W obozie były dwie osoby o tym nazwisku, więc na wszelki wypadek zwolniono obie.

Postanowił też pomóc na większą skalę, dlatego stanął przed bramą obozu i powiedział: „Jestem Albert, potrzebuję robotników”. Dostał kilkudziesięciu żydowskich pracowników, których spakował do ciężarówki, wywiózł do lasu i tam uwolnił.

Niestety, po wojnie nie wiodło mu się najlepiej, bo nikt nie chciał zatrudnić brata jednego z największych zbrodniarzy wojennych.

Starynkiewicz na prezydenta!

Ludzie! Gdyby Warszawa miała dziś tak pracowitego i zaangażowanego prezydenta, jakim był Sokrates Starynkiewicz, to stałaby się jedną z najprężniej rozwijających się metropolii na świecie. I już nikt nie odważyłby się powiedzieć, że jest Radomiem Europy.

z19253407II,Sokrates-Starynkiewicz
I Sokrates Starynkiewicz

Sokrates Starynkiewicz pełnił obowiązki prezydenta Warszawy w latach 1875-1892. To były niefajne czasy: zabory, wszechobecna rusyfikacja, niszczenie wszystkiego, co polskie. Nie dziwię się, że społeczność warszawska nie przyjęła nowego prezydenta entuzjastycznie. No bo czego mogli się spodziewać po kolejnym rosyjskim włodarzu? Chyba tylko tego, że będzie pił, kradł i niszczył jak poprzednicy. A on tak bardzo ich zaskoczył.

Przede wszystkim uznał, że skoro Warszawa jest miastem rosyjskim, to jako rosyjski patriota ma obowiązek dbać o nią jak najlepiej. I od razu przystąpił do pracy.

Gdybym miała wypisać wszystkie jego zasługi, to nie starczyłoby mi czasu i miejsca, więc wspomnę tylko o tych  najważniejszych:

  • kiedy przejmował władzę, stan sanitarny miasta był w opłakanym stanie: ścieki płynęły otwartymi kanałami i śmierdziało, jak nie powiem gdzie, dlatego już w pierwszym roku zlecił wykonanie projektu miejskiej sieci kanalizacyjno-wodociągowej. I ta sieć, proszę państwa, funkcjonuje do dziś.
  • utworzył publiczny transport miejski
  • wybudował cmentarz na Bródnie
  • przywrócił zieleń w mieście, dokonał renowacji parków i stworzył nowy – Park Ujazdowski
  • zbudował gazownię na Woli
  • stworzył pierwsze hale targowe

Niestety, nic co piękne nie trwa wiecznie. 6 października 1892 roku musiał podać się do dymisji, ponieważ uznano, że swoimi działaniami występuje przeciwko rosyjskiej racji stanu. Prasa rosyjska nie mogła mu wybaczyć, że zgodził się na remont kolumny Zygmunta, na której istnieje zapis o zwycięstwie Polaków nad Rosją w roku 1611.

Do końca życia mieszkał w Warszawie i angażował się w sprawy miasta. Kiedy w 1902 roku zmarł, 100 tysięcy mieszkańców wzięło udział w jego pogrzebie.

Widzicie, nawet wśród Niemców i Rosjan znajdą się porządni ludzie :).


Bibliografia:
  1. http://www.newsweek.pl/swiat/goring–ktory-byl-dobry,62422,1,1.html
  2. Iris Chang, Rzeź Nankinu, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2007
  3. Notatki własne z wykładu dra Andrzeja Sołtana